Nigdy nie przypuszczałam, że to powiem: dziś kończę 100 lat.
Sto lat wschodów słońca, cichych zmagań, strat, nauki… i miłości w jej najprostszych przejawach.
Były urodziny, podczas których stół uginał się od jedzenia, nie brakowało uścisków i śmiechu. Były też takie, w których panowała cisza – bo życie toczy się dalej, bo wszyscy są zajęci, bo dystans staje się codziennością.
Dalszy ciąg na następnej stronie